Ta strona używa plików cookie. Jeżeli pozostajesz na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie.

Najnowsze tweety:

https://twitter.com/nettgpl


reklama
Flottweg_700x100_FLO-15199_WEB-Banner-Bergbau-Polen

Hanysy i gorole łączcie się w uśmiechu!

Kategorie: U Ecika
Typ: Kraj
Tagi: ecik humor
Utworzone: sobota, 13 lutego 2016 Źródło: Trybuna Górnicza
fot. Maciej Dorosiński
Piszcie: ecik.gornicza@gmail.com
reklama

NA STYK, CHOĆ Z OBSUWĄ

W związku z faktem, iż w tym roku minie 30 lat od narodzin Ecika, nieodrodnego syna kabaretowej rodziny Masztalskich, wzięło mi się na wspominki i różne anegdoty. A przy okazji refleksje i spostrzeżenia ogólniejszej natury.

Występom - szczególnie tym w kraju - najczęściej towarzyszył pośpiech. Często olbrzymi pośpiech. A przy nim opóźnienia, czyli tzw. "obsuwy". I nie ma tu żadnej sprzeczności. Pośpiech spowodowany był koniecznością przemieszczenia się z jednej imprezy na drugą, czasami na dużą odległość. Bo jak był ruch w interesie, to w ciągu soboty i niedzieli, albo jakiegoś dnia świątecznego w rodzaju 1 maja, imprez było kilka. Wiadomo: grosz do grosza. Dodatkowo pośpiech potęgowały "obsuwy", czyli przedłużająca się impreza, z której należało jechać na następną. Bo albo się oficjel rozgadał, albo na festynie zespół Koła Gospodyń Wiejskich zaśpiewał pięć dodatkowych piosenek... Na szczęście najczęściej na kolejnej imprezie, na którą trzeba było zdążyć, też była "obsuwa" - ale w epoce poprzedzającej wynalezienie telefonów komórkowych bywało dramatycznie. Samo skoordynowanie tych wszystkich godzin i miejsc bywało zadaniem godnym stratega wielkiej akcji militarnej. Najczęściej się udawało, chociaż...

Kiedyś w pewnej dużej miejscowości na Kielecczyźnie mieliśmy wystąpić na dużym festynie na stadionie i małym festynie w odległej dzielnicy peryferyjnej. W tej dzielnicy peryferyjnej organizator "uniósł się honorem" i za diabła nie chciał nam pójść na rękę w kwestii godzin. W dodatku uparł się, że mamy wystąpić w dwóch częściach, z dużą przerwą między nimi. W ten sposób chciał nam uniemożliwić występ na tym drugim festynie. Miał poniekąd prawo do tego wszystkiego, więc musieliśmy jakoś kombinować. Wyszło nam, że pomiędzy pierwszą częścią a drugą zdążymy wystąpić na tym dużym festynie, co też uzgodniliśmy z jego organizatorami. Kończymy więc pierwszą część występu i prosto z estrady do samochodu, a tu samochód zastawiony przez innego kierowcę. Szukamy, pytamy - nic, przepadł. Ale kilku młodych siłaczy odblokowało nam drogę. Pędzimy na drugi występ a tam... oczywiście "obsuwa". Wreszcie nasza kolej. Wszystko świetnie, pędzimy z powrotem już spóźnieni, ale tam też "obsuwa" - tym razem na szczęście. "Obsuwa" to jedna z tych rzeczy co mają dwojaką: dobrą i złą naturę. Przynajmniej dla wędrowców estradowych.

Najgorsze w tych poczynaniach bywały niedostatki w koordynacji. Kiedyś na jeden dzień zakontraktowaliśmy z kolegą dwie imprezy. I to nic nadzwyczajnego, tylko, że obie były o tej samej godzinie: jedna w Kielcach, druga w Krakowie. Do dziś nie wiemy jak się to stało. Obie tzw. "składanki". No to w Kielcach rozpoczęliśmy i pędem, łamiąc wszelkie ograniczenia, do Krakowa. Po drodze na dokładkę burza. Ale i tak byliśmy na tyle szybko, że przyszło nam jeszcze czekać na swój występ, który krakowską imprezę zamykał.

Łamanie ograniczeń na drogach było nagminne, co nie znaczy, że się tym chwalę. Różnie bywało podczas spotkań ze stróżami przestrzegania tych ograniczeń. Najczęściej byli wyrozumiali. Kiedyś - nie pamiętam gdzie - występowaliśmy z zespołem "Universe". Dwie imprezy w odległych miejscowościach na tzw. "styk". Nasi koledzy zaczęli pierwszą imprezę i popędzili na drugą. My dokończyliśmy i hajda, w drogę! A tu "suszarka". Cenne minuty uciekają. Podchodzi do nas policjant i, zanim zdążyłem otworzyć usta, mówi: "No dobra: dajcie tylko kasetę z dowcipami i jedźcie, ale ostrożnie. Chwilę temu zatrzymaliśmy zespół "Universe" i oni nam powiedzieli, że za niedługo pojadą "Masztalscy" i też się będą spieszyć".

Te czasy już minęły, bo ani spieszyć się już nie musimy, ani stróże prawa nie są już tak wyrozumiali... A może to i dobrze?

Jurek Ciurlok "Ecik"

Z TASZY LISTONOSZA

Przez zapomnienie
Mąż wraca do domu nad ranem. Wchodzi po cichu, starając się nie zbudzić żony, lecz ta już czekała na niego, zaczajona za drzwiami. Ledwo przekroczył próg, a dostał potężny cios w głowę wałkiem do ciasta. Uderzenie zwaliło go z nóg i pozbawiło przytomności. Żona stanęła nad nim, pochyliła się, pociągnęła nosem, starając się wyczuć zapach alkoholu i kobiecych perfum, ale niczego nie wyczuła. Nagle, uklękła obok męża, zaczęła go całować, głaskać, próbując ocucić i przez łzy mówić do niego:
- Józek, ja cię bardzo przepraszam! Tak mi strasznie przykro! Ja ci to wynagrodzę, zobaczysz! Józek! Ja naprawdę zapomniałam, że ty masz nocną zmianę...

Radość i złość
Żona odeszła od męża. Z walizkami zjawiła się u swojej matki, która zapytała, czy aby na pewno to słuszna decyzja.
- Ależ mamo! Przecież wiesz jak on mnie traktował! A dzisiaj, swoim zachowaniem przekreślił wszystko ostatecznie! Wyobraź sobie, że gdy wyszłam, to zatrzymałam się na chwilę za drzwiami, bo chciałam mu dać jeszcze szansę, żeby mnie dogonił, przeprosił, poprosił, żebym została... I wtedy w mieszkaniu usłyszałam głośny wystrzał!
- Boże! Zastrzelił się z rozpaczy!!! No widzisz do czego doprowadziłaś?!
- Ja też tak myślałam. Wpadłam do mieszkania, żeby go ratować i wyobraź sobie, mamo, co zobaczyłam. Ten bydlak otworzył sobie najlepszego francuskiego szampana!

W duchu porozumienia
W pociągu ekspresowym pewien pasażer odzywa się do sąsiada, który dopiero co wsiadł:
- Przepraszam pana, ale mam takie nietypowe pytanie; co by pan powiedział, gdyby ktoś usiadł na pańskim kapeluszu?
- Pewnie powiedziałbym mu, że jest durnym palantem.
- Aha... No to wstawaj, durny palancie, z mojego kapelusza!

Na wsi
Przyjezdny z miasta przyszedł do gospodarza z chęcią kupna jakichś wiejskich produktów. Chcąc być grzecznym, po powitaniu zagaił rozmowę:
- Jak żyjecie gospodarzu?
- A dziękować Bogu, nie najgorzej...
- Urodzaje dobre?
- A dziękować Bogu, nie najgorsze...
- Żona zdrowa?
- A dziękować Bogu, nie choruje...
- A dzieci? Jak się chowają?
- A dziękować Bogu. Jak wos ujrzały, to się przestraszyły i się pochowały...

Zainteresowanie i troska
- A jak tam wasz mały synek? - pyta młodą matkę znajomy.
- A dziękuję. Już od czterech miesięcy chodzi.
- Od czterech miesięcy! To chyba jest już bardzo zmęczony?!

Z NAUKOWEGO PÓNKTU WIDZENIA
Od jakiegoś czasu toczy się spór o uznanie języka śląskiego. Ostatnio pojawiła się nadzieja rozwiązania kompromisowego. Zajmujący się problemem politycy skłaniają się do koncepcji, żeby uznać język śląski, ale w ograniczonym zakresie. Jako oficjalnie i ustawowo uznany mógłby on być używany w domach i miejscach publicznych jako pomocny podczas jedzenia - szczególnie lodów; w kwestiach politycznych służyłby wyłącznie do trzymania za zębami; w urzędach - wyłącznie pocztowych - do zwilżania znaczków; natomiast bez ograniczeń mógłby być eksponowany podczas badań lekarskich. Ogólnie rzecz biorąc, w opinii polityków, język śląski powinien służyć głównie do milczenia... Zatem zakończę hamletowskim: "The rest is silence".

PRZERWA NA REKLAMĘ
Sprzedam psa. Jest specjalnie wytresowany. Bierze na siebie wszystkie uroki a pod siebie pogodę. Po usłyszeniu formuły: "Na psa urok" merda ogonkiem i urok bierze na siebie. Po formule: "Pogoda pod psem", ogon podkula i bierze złą pogodę pod siebie. Uwaga!!! Po wypowiedzeniu formuły: "Pogoda pod zdechłym Azorkiem" nie zdycha!

Poszukuję mężczyzny wyraźnie wymawiającego "r" i "trz". Za godziwym wynagrodzeniem, przez kilka dni w tygodniu wymawiałby za mnie te głoski. Zgłoszenia pod: "prezenter radiowy". Uwaga!!! Możliwy dodatkowy zarobek podczas zapowiadanych przeze mnie imprez masowych.

Przyjmę za małą odpłatnością nie swoje poglądy, bo swoich nie posiadam. Propozycje pod: "poseł".

Zajęcia z taternictwa i maternictwa prowadzę. Szkolenie kończy egzamin. Po jego pomyślnym zdaniu uzyskuje się tytuł dyplomowanego taternika/maternika, honorowany we wszystkich krajach UE.

HIGH SOCIETY
rubryczka celebrycka

Erudyta i filozof Franc Fiszer, jeden z filarów warszawskiej bohemy, facecjonista związany z kabaretami, przyjaciel artystów i uczonych, bywalec salonów, nie bardzo znał się na sporcie. Kiedyś przedstawiono mu wybitnego lekkoatletę. Franc Fiszer zapytał prosto z mostu:
- To znaczy, że czym się ten gość zajmuje?
- Jest lekkoatletą - padła odpowiedź.
- No dobrze: lekkoatleta... Ale co konkretnie robi?
- On biega.
- To ciekawe. Biega powiadacie... A w którą stronę?

MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH...
Dowcip jest szyfrem: selekcjonuje adresatów automatycznie i bezbłędnie.
Hugo Steinhaus

Pyrsk!!!

© Materiał chroniony prawem autorskim Regulamin
Zobacz wszystkie z: U Ecika
reklama

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Dodaj komentarz
Akceptuję regulamin serwisu
Przepisz tekst z obrazka:
UILQD
Redakcja portalu zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy obraźliwych dla innych osób, zawierających słowa wulgarne lub nie odnoszących się merytorycznie do tematu artykułu. Informujemy, że oprogramowanie rejestruje dane osoby komentującej (IP, czas), które na wniosek prokuratury, sądu lub policji mogą zostać przekazane celem ścigania sprawców czynów sprzecznych z prawem.
reklama
220x100_cbidgp

reklama

Najnowsze komentarze

reklama