Ta strona używa plików cookie. Jeżeli pozostajesz na niej, wyrażasz zgodę na korzystanie z cookie.

Najnowsze tweety:

https://twitter.com/nettgpl


reklama
Flottweg_700x100_FLO-15199_WEB-Banner-Bergbau-Polen
reklama

Gramy o najwyższą stawkę

Kategorie: Wokół faktów
Typ: Kraj
Utworzone: sobota, 6 lutego 2016 Autor: Anna Zych Źródło: Trybuna Górnicza
fot. Jarosław Galusek
Jedyną szansą dla górnictwa z mojego punktu widzenia jest budowa nowych kopalń i inwestycje w tych najlepszych obecnie istniejących - uważa Paweł Smoleń
reklama

Rozmowa z PAWŁEM SMOLENIEM, ekspertem energetycznym, byłym prezydentem EURACOAL, członkiem zarządu ERBUD SA.

Podczas konferencji "Polska energia w Europie. Wyzwania modernizacyjne" przedstawił pan referat, z którego wynika, że model miksu energetycznego w Polsce ulegnie zmianie. Czy oznacza to koniec polskiego węgla?
Paliwa kopalne, a węgiel kamienny w szczególności, będą w energetyce potrzebne jeszcze przez dekady, zwłaszcza że w perspektywie lat 30. XXI wieku nawet 80 proc. węgla brunatnego może zniknąć z naszego miksu energetycznego z powodu wyczerpania złóż i trudności z otwieraniem nowych odkrywek. Spowoduje to dodatkowe zapotrzebowanie na ekwiwalent ponad 15 mln t węgla kamiennego. Oczywiście nie można spalać węgla kamiennego w kotłach na brunatny, ale deficyt paliwa pierwotnego pozostanie. Miały energetyczne mają więc w Polsce trwały, strategiczny rynek zbytu. Uważam natomiast, że zapotrzebowanie na sortymenty grube będzie spadało.

Zwiększenie produkcji węgli grubych jest hasłem mocno akcentowanym przez spółki węglowe.
Jeszcze jako szef EURACOAL próbowałem pokazać, że milcząca akceptacja dla węgla jako paliwa dla domów i małych, starych kotłowni to wielkie ryzyko dla branży. Węgiel gruby poprawia wprawdzie ekonomikę kopalń, bowiem jest to produkt wysokomarżowy, jest jednak przeważnie spalany bez żadnego oczyszczania spalin, co powoduje intensywną emisję trujących związków, smog i kojarzenie węgla z brudnym paliwem. Tymczasem węgiel można spalać czysto w kotłach wyposażonych w instalacje oczyszczania spalin, objętych rygorystycznymi normami emisji. Wyłącznie taki kierunek jest przyszłością tego surowca.

Polskie społeczeństwo z pewnością nie chce oddychać zanieczyszczonym powietrzem, jednak sięga po węgiel, bo jest to paliwo najtańsze.
To prawda, ale prawdą jest także, że świadomość ekologiczna Polaków gwałtownie rośnie. Do niedawna mieszkańcy polskich miast nie reagowali, gdy dopuszczalne stężenie zanieczyszczeń w powietrzu przekroczone było kilkukrotnie, ponieważ nawet o tym nie wiedzieli. Obecnie nawet przy małym przekroczeniu zaczyna się słuszna awantura, widoczna każdego dnia w mediach. Poziom zanieczyszczenia powietrza można na bieżąco monitorować dzięki aplikacjom w smartfonach. Ruch społeczny przeciw niskiej emisji urósł niesłychanie szybko, będzie się nasilał, jest bardzo przekonywający, a więc sprawczy - stąd ustawa antysmogowa.

Górnictwo odebrało jej przyjęcie jako cios w plecy...
Nie zgadzam się z taką interpretacją. Uważam, że ustawa antysmogowa jest w istocie proinwestycyjna i proinnowacyjna. Namawiam od lat branżę górniczą do aktywności, by wykorzystać walkę z niską emisją jako szansę na inwestycje w czyste źródła węglowe, np. lokalne elektrociepłownie, i poprawę wizerunku węgla. Węgiel byłby nadal (choć w nieco niższej ilości, ale za to znacząco dłuższej perspektywie) spalany, ale już w sposób cywilizowany, czystszy, nie kopcąc ludziom prosto w nos rakotwórczymi pyłem czy benzopirenem. Pokuszę się o kontrowersyjne stwierdzenie: uważam, że ci, którzy uważają ustawę antysmogową za antygórniczą, sami są w istocie antygórniczy, ponieważ popychają węgiel do wizerunkowej katastrofy: postrzegania jako paliwa brudnego. W dzisiejszym świecie to zabójcze dla branży.

Tylko że z namówieniem inwestorów do zaangażowania w przedsięwzięcia kojarzone z węglem jest duży problem. Międzynarodowe instytucje finansowe odnoszą się z dużą rezerwą do takich projektów.
Nie uważam tego za wielki problem w Polsce. Funduszy dostępnych na rynku finansowym jest mnóstwo. Jeżeli tylko biznes się "skleja" ekonomicznie, finansowanie się znajduje. W Polsce mamy wciąż przyzwolenie społeczne na węgiel - powstają przecież jako jedyne w Europie nowe, wielkie bloki węglowe. Ale to okienko szczęścia nie będzie trwać wiecznie. Trzeba wykorzystać obecny czas na to, żeby wybudować nowoczesne, wysokosprawne i niskoemisyjne instalacje węglowe tam, gdzie mają one sens ekonomiczny i społeczny, np. zmniejszają obecne zanieczyszczenie powietrza i dają korzystną cenę ciepła i prądu. Jest wiele takich miejsc w kraju.

Sądzi pan, że obecny czas paradoksalnie może być szansą dla węgla?
Jeśli podejść do tego konstruktywnie, to absolutnie tak. Protestowanie przeciwko rajcom miejskim Krakowa jest katastrofą wizerunkową dla branży. Próbujemy powiedzieć krakowianom: "Wdychajcie PM10 i żyjcie krócej"? Warto zamiast tego zaoferować właśnie nowe inwestycje ciepłownicze i na tym przykładzie pokazać, że smog w mieście może zniknąć.

Ile węgla zużywać będziemy w przyszłości w naszym kraju?
Myślę, że ok. 30 mln t miałów w latach 30. To rynek dla naszego górnictwa. Unia w istocie nie zakazuje budowy elektrowni węglowych, a zwłaszcza elektrociepłowni. Nawet znaczna część organizacji proekologicznych uważa, że kogeneracja w elektrociepłowniach jest akceptowalnym kompromisem, bo oszczędza nawet 30 proc. węgla, a więc radykalnie zmniejsza emisję CO2.

Czy zmniejszenie zdolności wydobywczych o połowę da się przeprowadzić w sposób bezbolesny?
Mamy do wyboru dwie drogi. Pierwsza to utrzymanie status quo: nie zamykamy kopalń nierentownych, jakoś wbrew Unii dosypujemy do nich pieniądze, ale skutek jest taki, że węgiel w Polsce jest drogi, bo pochodzi z produkujących drogo kopalń i utrzymuje się nadprodukcja. Druga możliwość, to zamknięcie najmniej efektywnych kopalń, by zdjąć nadwyżkę węgla z rynku. Ta nadwyżka skutkuje wojną cenową i zbija ceny krajowe poniżej cen światowych. Wtedy wejdą do gry inwestorzy, którzy chcą budować w Polsce kopalnie, a są tacy. Jedyną szansą dla górnictwa z mojego punktu widzenia jest budowa nowych kopalń i inwestycje w tych najlepszych obecnie istniejących. Branża, która się nie rozwija, upada.

Dlaczego się tego nie robi?
Są zainteresowani inwestorzy posiadający kapitał, którym wydano koncesje i którzy prowadzą poszukiwania. Wszyscy oni boją się jednak syndromu Silesii, która ma najtańszy węgiel na Śląsku, ale mimo to ma kłopoty ze zbytem ze względu na wojnę cenową. W Polsce ma szansę powstać pięć, sześć, może nawet osiem nowych kopalń. Po pierwsze jednak musimy zrezygnować z drogiej nadprodukcji, po drugie popracować nad lokalną akceptacją społeczną dla nowych projektów, będącą niedocenianym, krytycznym czynnikiem sukcesu. To gra warta świeczki, bowiem kopalnie nowe lub doinwestowane będą wydobywać nie tylko taniej (nowym sprzętem z niższej głębokości), ale i bezpieczniej. Pamiętajmy, że wypadkowość jest w dużej mierze pochodną ubóstwa finansowego kopalń. Kopalnie stabilne finansowo dają bezpieczniejsze miejsca pracy. To szansa na dobrą i bezpieczną pracę dla górników z kopalń, które nie mają przyszłości.

Jak uzyskać akceptację związków zawodowych dla takiego scenariusza?
Jeżeli nie osiągniemy kompromisu politycznego, którego konkluzją będzie zmniejszenie produkcji w najdroższych kopalniach, to rozwoju, a więc i przyszłości górnictwa nie widzę. Bez tego kompromisu nadprodukcja będzie miała charakter stały, nowe kopalnie nie powstaną, a stare, niedoinwestowane skończą powoli eksploatację. Branża się zestarzeje, młodzi ludzie nie przyjdą do pracy bez perspektyw i za 15-20 lat polskie górnictwo zgaśnie. Spełni się scenariusz, o którym mówiła analiza Ministerstwa Gospodarki sprzed kilku lat, że bez nowych kopalń Polska może być uzależniona nawet w 80 proc. od węgla importowanego, pochodzącego ze względu na niskie koszty z Rosji czy Kazachstanu. Niezależność energetyczna Polski spadnie wtedy drastycznie i w konsekwencji miks energetyczny ulegnie zasadniczej zmianie - polskie górnictwo straci swoją szansę.

Czy inwestorem angażującym się w budowę nowych kopalń może być państwo?
Może, tylko po co, skoro są prywatni inwestorzy, chcący wyłożyć własne pieniądze? Ważne, żeby ani związki zawodowe, ani rząd, ani kadra górnicza nie skupiały się na obronie status quo, bo to oznacza koniec polskiego górnictwa. I to paradoksalnie w sytuacji, gdy w Polsce będzie wciąż duży i stabilny popyt na węgiel.

© Materiał chroniony prawem autorskim Regulamin
Zobacz wszystkie z: Wokół faktów
reklama

Komentarze

Liczba komentarzy: 2
gość: hak
Dodano: poniedziałek, 8 lutego 2016
Życzę, aby Prezes Kaczyński się nad tym pochylił! Jest jeszcze kilka rzeczy: przepustowość gazociągu z Norwegii i ekonomika tego projektu. Czy rozbudowa LNG i umowa z USA/Iranem nie będzie tańsza? Do tego uzupełnienie od Niemiec skoro tak nie lubimy Rosji, choć liczyłem tu na pragmatyzm. W zasadzie problem dostaw bezpośrednich z Rosji znika, jeżeli to miałby być cel, bo Europa biorąc pod uwagę zasoby tego kierunku nie ominie nigdy.
2
gość: doc
Dodano: sobota, 6 lutego 2016
Kolejny uzdrowiciel iluzjonista ilu ich jeszcze bo rezultat jest widoczny golym okiem.
1
Dodaj komentarz
Akceptuję regulamin serwisu
Przepisz tekst z obrazka:
WUHXL
Redakcja portalu zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy obraźliwych dla innych osób, zawierających słowa wulgarne lub nie odnoszących się merytorycznie do tematu artykułu. Informujemy, że oprogramowanie rejestruje dane osoby komentującej (IP, czas), które na wniosek prokuratury, sądu lub policji mogą zostać przekazane celem ścigania sprawców czynów sprzecznych z prawem.
reklama
220x100_cbidgp

reklama

Najnowsze komentarze

reklama