Jesteś świadkiem ważnego lub ciekawego wydarzenia?
Wyślij informację SMS-em na numer 510 094 722* o treści:
- co, gdzie, kiedy się wydarzyło,
- swoje imię i nazwisko lub nick
WYPEŁNIJ SZYBKI I PROSTY FORMULARZ
*SMS wg cennika operatora
Na stronie internetowej Andrzeja Szczęśniaka - znanego eksperta od paliw i energii pojawiły się głosy kwestionujące szacunki, jakie podaje się dla zasobów gazu łupkowego w Polsce. Przyłączając się do dyskusji na ten temat trzeba zauważyć, że szacunki, to coś takiego samego jak prawdopodobieństwo. Jednak to ostatnie jest na ogół podawane w konkretnym wymiarze.
Na przykład, że prawdopodobieństwo wynosi sto procent, jeden procent, albo też jedną milionową część tego procenta. Ostatecznie podaje się do wiadomości, ze jest ono duże, bardzo duże lub też odwrotnie. Jakie jest prawdopodobieństwo tych szacunków odnośnie zasobów gazu łupkowego nikt dyskretnie nie podaje. W powszechnym rozumieniu domyślnie przyjmuje się, że szacunek i rzeczywistość to jedno i to samo. Jeżeli nawet tak nie jest, to milcząco zakłada się, że skala szacunku odpowiada rzeczywistości. Tę ostatnią trzeba tylko potwierdzić. Otóż nic bardziej mylnego. Przy tej okazji warto przypomnieć może bardzo mało popularne. Ale wśród fachowców obowiązujące zasady dotyczące tej materii.
Ostrożność
Po to, aby coś znaleźć trzeba tego szukać. Jest to prawda trywialna, ale powszechnie znana. Prowadzenie poszukiwań musi być uzasadnione - najpierw wystarczy nawet bardzo małe prawdopodobieństwo. Potem wraz z potwierdzeniem choćby warunków występowania tego, czego szukamy prawdopodobieństwo to musi wzrastać. Powoduje to, że poszukiwania są coraz bardziej konkretne i bliższe celu. Zasadą jest, że nie wolno prowadzić takich poszukiwań bez przesłanek teoretycznych, analogii do podobnych warunków i bez analizy literatury. To nie wolno, nie jest żadnym prawem, tylko regułą. Do wszelkich nawet początkowo pozytywnych wyników należy podchodzić z dużą ostrożnością. Naturalne warunki są zbyt skomplikowane, aby można je było w sposób prosty przenosić z jednego miejsca w drugie. Zasada ta działa też odwrotnie i nie można nawet najlepszych wyników uogólniać bez ich potwierdzenia wynikami badań.
Szkolny przykład jest taki, że na południowym skraju Górnośląskiego Zagłębia Węglowego wykonano kiedyś otwór badawczy. Na głębokości kilkuset metrów natrafił on na dwudziestometrowy pokład węgla kamiennego. Pokład był jednolity i bez żadnych przerostów. Mając taki wynik zrezygnowano z dalszych wierceń mających na celu jego okonturowanie, gdyż zakładano, ze tak gruby pokład musi mieć znaczne rozprzestrzenienie. Uważano, że w ten sposób zaoszczędzi się pieniądze przeznaczone na wiercenia go konturujące.
Od razu w miejscu tym wykonano szyb w celu udostępnienia pokładu tego robotami górniczymi. Jakie było zdziwienie inwestorów, kiedy okazało się, że owszem ten pokład węgla był w tym miejscu, ale tylko w tym miejscu. Po prostu była to potężna bryła węgla wyrwana gdzieś z jakiegoś pokładu i przeniesiona tu podczas występujących ruchów górotwórczych. Jest to porwak. Po za nim nic więcej nie ma. Wykonując szyb poniesiono straty sto razy większe niż koszta dalszych wierceń kontrolnych.
Podobne zdarzenie zaistniało podczas odkrycia złóż węgla brunatnego w Koninie. Nie czekając na końcowe dokumentacje wybudowano tu elektrownie, które ze względu na znacznie ograniczone zasoby nie mogły pracować z pełną mocą jaką w nich zainstalowano. Dopiero po dwudziestu latach na terenie tym odkryto duże złoże węgla brunatnego "Lubstów" (100 milionów ton), które zbilansowało moc elektrowni z dostawą do nich paliwa. Był okres, że dowożono do elektrowni tych węgiel brunatny przez pół Polski aż z Turoszowa. Podczas zimy zamarzał on w wagonach towarowych na kamień, którego nie można było rozładować. Na bocznym torze oblewano skład taki ropą, a następnie podpalano go. Dopiero wtedy rozgrzane stalowe wagony można było rozładować.
Ostatnia tego rodzaju "gorączka" związana była z odkryciem dużych złóż złota na początku tego wieku w Indonezji. Zawiązano konsorcjum, a tysiące akcjonariuszy wpłaciło duże pieniądze pod przyszłe zyski. Ceny złota spadły nawet poniżej 400 dolarów za uncję. Był to raj dla spekulantów, którzy masowo wykupywali ten najdroższy metal. Po kilku latach okazało się, ze żadnego złoża nie ma.
Wszystko było tylko na papierze. Geolog odpowiedzialny za obliczenie zasobów tego złotego złoża na dużej wysokości "wyskoczył" z helikoptera. Za przedwczesną euforią z zysków, które są tylko potencjalne na ogół kryją się całkiem inne interesy. Nie trzeba dodawać, że zawsze są one skierowane w tego, kto uwierzy w mało wiarygodne prognozy, szacunki itp., niesprecyzowane bliżej spekulacje.
Jest gaz łupkowy
Według stanu na dzień 1 października przyznano 102 koncesje na jego poszukiwania. Na kilku z nich potwierdzono już znalezienie "znaczących zasobów" tego surowca. Nikt jednak nie chce podawać żadnych cyfr, liczb i spodziewanych jego wielkości. Po prostu jest i na razie to musi wystarczyć. Pod względem fizycznym niewątpliwie gaz łupkowy występuje na terenie Polski. Czy jego ilość odpowiada amerykańskim prognozom mówiącym o 5,3 biliona m3 jego zasobów? Jest to pytania na które na razie nikt nie potrafi odpowiedzieć. Specjaliści uchylają się od tego twierdząc, że będzie to możliwe raczej nie wcześniej niż za jakieś dziesięć lat.
Tymczasem polskie problemy energetyczne trzeba rozwiązywać już dzisiaj, a nie dopiero za dziesięć lat. Najważniejsi nasi politycy coraz bardziej zdają sobie z tego sprawę, że gaz łupkowy to dopiero przysłowiowy "wróbel na dachu". Nasza energetyka oparta na węglu kamiennym i brunatnym to "sroka w garści".
Owszem rząd polski i cała krajowa opinia publiczna jest przeciw wszelkim wydumanym i iluzorycznym zakazom eksploatacji gazu łupkowego. Nie trzeba wielkiej przenikliwości, aby dostrzec, że rywalizujący z nami pod tym względem sąsiedzi nie życzą sobie, naszej niezależności od dostaw rosyjskiego gazu. Wszystkie wielkie odkrycia następowały w spokoju i przy pełnym zaskoczeniu krajowej i światowej opinii publicznej. Wydaje się, że i polskie media wreszcie dostrzegły potrzebę pozostawienia tego tematu specjalistom bez robienia sensacji i hałasu wokół badań i poszukiwań gazu łupkowego w naszym kraju. Dlatego z uznaniem trzeba odnotować coraz mniej emocji związanych z niebotycznymi prognozami,a coraz więcej podawanych konkretnych i na razie mało atrakcyjnych pod tym względem informacji.
Nie ma gazu łupkowego
Pod względem fizycznym i przyrodniczym jego występowanie na terenie kraju jest pewne i już udowodnione. Jednak do jego gospodarczego wykorzystania jest jeszcze droga bardzo daleka. Jej kluczowym elementem jest fakt, że jego eksploatacja musi być ekonomicznie opłacalna. W polskich warunkach nie jest to wcale takie pewne. Powoływanie się na amerykańskie w tej sprawie doświadczenia jest mało wiarygodne.
Polskie warunki występowania choć generalnie bardzo podobne do amerykańskich, w decydujących szczegółach są jednak całkiem różne. Jak wiadomo "diabeł" ukryty jest właśnie w tych szczegółach. Polskie doświadczenia w poszukiwaniu wszelkich bogactw naturalnych były dotąd prowadzone bardzo kompetentnie, z rozwagą, powściągliwością i rozsądkiem. Wydaje się, że i w tej sprawie cechy te przynajmniej na szczeblu rządowym zaczynają dominować.
Personalnie w pierwszym rzędzie odpowiedzialnym za wyniki tych poszukiwań jest podsekretarz stanu w ministerstwie środowiska, Główny Geolog Kraju dr Jacek Jezierski. W drugiej kolejności odpowiada za ten stan rzeczy minister gospodarki Waldemar Pawlak. Obaj ci najwyżsi urzędnicy państwowi wielokrotnie wypowiadali się, że póki co, to Polska gazu łupkowego jeszcze nie ma.
Trzeba jeszcze wielu lat badań i setek bardzo drogich wierceń, aby bardziej konkretnie wypowiedzieć się na ten temat. Ostrożność ta jest wielce chwalebna. Jeżeli okaże się , że gazu tego nie ma w ogóle, lub jest on w niewielkich ilościach nic się w polskiej energetyce nie zmieni. Ewentualnie duże jego odkrycia będzie można spokojnie zagospodarowywać. Jest to zgodne nie tylko z polską tradycją poszukiwań surowcowych, ale też z popularnym przysłowiem, aby "nie dzielić skóry na niedźwiedziu, póki miś jest jeszcze w lesie".
Zawyżone szacunki
Na wspomnianych stronach internetowych Andrzeja Szczęśniaka w przeprowadzonej sondzie fachowcy jednogłośnie orzekli, ze podane szacunki są wielce zawyżone. Nie powiedzieli oni jednak, jakie szacunki nie są zawyżone. Otóż to! Wszelkie szacunki oparte na teorii w poszukiwaniu surowców są wielce ryzykowne, bo teoria ma to do siebie, że w praktyce może się potwierdzić, lub nie. Jaki z tego wniosek?
Lepiej ich nie podawać do publicznej wiadomości. Fachowcy nawet jeżeli zajmują się nimi na użytek uzasadnienia poszukiwań powinni być bardziej powściągliwi w tej materii. Na to zwolennicy tego rodzaju operacji odpowiadają, ze Amerykanie jakoś nie przejmują się tego rodzaju skrupułami. Owszem nie przejmują się, ale z zastrzeżeniem, że dotyczy to naszego kraju, a nie USA. Wszak interesy Stanów Zjednoczonych są chronione, nasze w tym kontekście, jakby trochę mniej. To wszystko trzeba brać pod uwagę. W tym kontekście szacunkowe polskie gazowo - łupkowe "Eldorado" wydaje się już mniej prawdopodobne.
I nie byl to jak powtarzali komunisci zbiorowy wyczyn ludu, tylko indywidualnego zapalenca. Ktorego traktowano jako dziwaka i pomylenca w niektorych kregach.
Ale jak ruszylo to z kopyta.
O czym malo sie mowi w Polsce to nadchodzaca substytucja wegla kamiennego wlasnie gazem lupkowym. I to wedlug mnie bedzie na wielka skale.
W koncu ci ktorzy dostali teraz certyfikaty emisyjne szybko wpadna na pomysl przestawienia sie na gaz skoro to o polowe obnizy ich emisyjnosc CO2.
Tym bardziej ze cena gazu krajowego nie bedzie taka jak Gazpromu!
Jaka to jest wielkosc? Rosja produkuje okolo 10 mln barylek dziennie!
Z drugiej strony dostep do taniego gazu , ktory obecnie waha sie w granicach 4 dolarow za tysiac stop szesciennych , oprocz bezposredniego zatrudnienia w eksploracje i wydobycie jego (na samym polu Marcellus tylko w stanie Nowy Jork, minimalnie przybedzie 13 tysiecy a maksymalnie do 90 tysiecy wysokoplatnych prac) stwarza ogromne szanse na powrot do USA energochlonnych przemyslow. tylko jeden koncern DOW oglosil juz budowe w Teksasie nowego kompleksu chemicznego gdzie znajdzie prace ponad 1500 budowlancow i okolo 500 stalych pracownikow.
A co do treehuggers,to jest typowe dla tych organizacji zwiazanych z ekoterrorystami w Europie. Podac troche prawdy , dorobic wiecej klamstw a w sumie zainstniec aby dostac granta od rzadu lub fundacji.
Gaz jest kwestia ile jego jest - oto jest pytanie. I to wazne w kontekscie naszej geopolityki i finansow. A dobry gospodarz przygotowuje sie na warianty A, B, C.
Wypowiadanie sie "ekspertow" ktore polega na tlumaczeniu newsu z New York Times i to jeszcze bez sprawdzenia zrodla czyli informacji czyli USGS i EIA, nie jest powazne dla mnie.
„Zdaniem Andrzeja Szczęśniaka, eksperta rynku paliw i energii szacunki amerykańskich firm i instytucji rządowych mogą być jednak mocno przeszacowane. – Gdyby porównać szacunki co do wielkości złóż gazu łupkowego w Polsce z tymi ze Stanów Zjednoczonych, TO WYCHODZI, ŻE GAZU W POLSCE JEST SZEŚĆ RAZY WIĘCEJ NIŻ W USA. To mało prawdopodobne – przekonuje.”
Według tejże agencji rządowej (można sprawdzić na oficjalnej stronie www) „Szacowane przez EIA zasoby technicznie możliwe do odzyskania (Technically recoverable resources) wynoszą dla gazu z łupków 187 Tcf (trillion cubic feet , co na nasze bilion stóp sześciennych) dla Polski zaś dla Stanów 862 Tcf.”
Jak to jest sześć razy więcej w Polsce niż w USA ?
Po drugie powołuje się na oszacowania pola Marcellus , które są 5 krotnie mniejsze niż inne. Otóż ta właśnie cytowana przez p.Szczęśniaka USGS podaje , że pole Marcellus jest zdecydowanie bogatsze niż to co wynikało z ich oszacowań w 2002 roku. I to niebagatelna wielkość bo z 2 tcf zwiększyli je na 84 tcf TCR (technically recoverable resources) 24 sierpnia 2011 roku.
„Nasza ocena gazu z łupków dla Polski wskazuje na dużą bazę zasobów:
- 187 TCF (5,30 TCM) zasobów technicznie możliwych do odzyskania.
Są to umiarkowanie konserwatywne „ryzykowne” szacunki
- Bez probabilistyczych oszacowań
- Zastosowana metodologia uznaje rozproszenie i niepewność danych i obejmuje konserwatywne dyskontowania potencjału zasobów”
Te szacunki z tego co się orientuje zostały wykonane w 2009 roku. Gdybym miał robić zakłady komu wierzyć w temacie czy w Polsce są zasoby gazu z łupka do wykorzystania: cytowanemu przez Pana fachowcowi czy EIA to by postawił 100:1 na tą ostatnią.
Jezeli Wirth zdecyduje sie na zakup takich podmiotów jak Baja Mining, Capstone Mining, Nevada Copper lub Quadra to z pewnoscią zrobi nawet w krótkiej perspektywie dobry deal.
Pozdrawiam
Niezbyt dawno bo kilka lat temu w calej Ameryce mialy powstawac ogromne terminale dla importowanego gazu skroplonego. Teraz jest mowa o odwrotnym kierunku! Zaczely sie budowy na Zachodnim Wybrzezu Ameryki!
I to dopiero poczatek - teraz rusza fala ropy z lupkow, i to bedzie prawdziwy przewrot gdy najwiekszy importer na swiecie moze zdecydowanie zredukowac zapotrzebowanie u terrostycznych panstw na Bliskim Wschodzie i temu podobnych.
Przypomne, ze w aferze Bre-X zostali przekrecenie "najwieksi" w tym firmy zwiazane z poteznym koncernem SNC Lavalin (infrastruktura) jak i czesciowo najwiekszy koncern miedziowy Freeport.
A co do naszych lupkow. Prosze zauwazyc jedna wielka roznice. Inwestorami w poszukiwanie lupkow sa m.in. najwieksze koncerny naftowe i gazowe na swiecie. To oni robia ocene. Gdyby probowali przekret to ich akcjonariuszy by zarzady zlinczowali. Jesli goscie maja po kilkadziesiat milionow dolarow rocznej pensji to by ryzykowali w nacieganie prognoz i wynikow w naszym kraju?
Fakty sa nastepujace:
Firma - Bre-X
Pochodzenie firmy - Kanada
Miejsce "zasobu" - Indonezja
Czas - koniec ubieglego roku
Geolog Guzman wyskoczyl w 1997 roku ale podejrzewa sie ze to by sfingowane.
Sposob - tzw. salting czyli posypywanie probek
A tak na marginesie chcialbym przypomniec , ze nie tylko akcjonariusze zostali nabrani, ale Wszyscy z tzw. otoczki.
Ach ta Kanada, gdzie to sie pcha nasz KGHM - frajerzy .